Bogusław Deptuła - Przypadki Malarza - 2005

Do galerii wchodzi młody chłopak, pod pachą trzyma jakieś obrazki, chce je pokazać. Nie jest zbyt pewny siebie, nikt nie jest pewny siebie w takiej sytuacji i nie ma w tym nic dziwnego. Dowiaduję się, że jest z krakowskiej ASP, ma przy sobie sześć oprawionych pasteli. Są bardzo kolorowe, to je wyróżnia od pierwszej chwili. Potem dopiero widać skomplikowaną, wystylizowaną linię rysunku, jakieś nieoczywiste bajkowe motywy. Może są zbytnio ilustracyjne, może zbyt kolorowe, ale jednak zarazem jest w nich coś przyciągającego. Zdecydowanie nie są w stylu tej galerii, ale co więcej zupełnie nie są również w stylu sztuki powstającej w kręgu warszawskiej ASP, jednoznacznie inna tradycja, inne rozumienie sztuki, inne jej powinności.

„..malarstwo powinno być jak wygodny fotel..”

Od samego początku widać to inne pojmowanie sztuki jako dawczyni przyjemności, w zgodzie ze sławnym zdaniem Henri Matisse’a, że malarstwo powinno być jak wygodny fotel. A zatem mamy doznawać niemal fizycznej przyjemności obcując z obrazami Darka Pali. Nie zapominajmy, że przyjemność to jeden z wielkich celów sztuki, to jedno z jej podstawowych powołań, ale zarazem, co koniecznie trzeba podkreślić, dziś odchodzących nieco w zapomnienie, bo obecnie od sztuki oczekuje się czegoś zupełnie innego. Co więcej, o owym dawnym jej powołaniu prawie już nikt nie pamięta, tak jakby pamiętać o tym już nie wypadało. A przecież piękno, uroda dzieła - przez wieki to było jedno z podstawowych kryteriów jego oceny i wartości. I choć znowu rozumienie piękna uległo wielokrotnym przemianom i poszerzeniom, to warto o nim pamiętać, bo zapominając o nim, bardzo wiele ważnego tracimy w naszym codziennym życiu. Wszak to właśnie potrzeba piękna, jego poszukiwanie, skłaniało do zamawiania i kolekcjonowania dzieł, było jedną z podstawowych sił napędzających rozwój sztuki i jej stopniowe doskonalenie się, a także wzrost jej znaczenia i powagi wśród różnych dziedzin ludzkiej aktywności.

Krakowski akademizm

Studia w Krakowskiej ASP w sposób nieunikniony zbliżyły młodego artystę do artystycznej tradycji tej uczelni. Trudno nie zauważyć, że uczelnia krakowska w znacznej mierze przywiązana jest do sztuki nieco bardziej tradycyjnej, przedstawiającej i zarazem zafascynowanej kolorem. Niewątpliwie wielki wpływ na to mieli sławni profesorowie tej uczelni: Hanna Rudzka-Cybisowa, Wacław Taranczewski, Jan Szancenbach. Wśród nieco młodszych malarzy wielką popularność zdobył Zbysław Maciejewski. Jego malarstwo stało się prawdziwą podwaliną tej nieco nowocześniejszej wersji szkoły krakowskiego malarstwa sztalugowego. Maciejewskiemu udało się połączenie dwóch nieledwie wykluczających się malarskich światów: secesji i koloryzmu.

Secesja z zamkniętą i fantazyjnie powyginaną linią i koloryzm z jego swobodnie kładzioną farbą, wieloma warstwami farb i niemożnością ostatecznego ukończenia obrazu spotykają się na płótnach Zbysława Maciejewskiego. Pojawienie się jego sztuki było wielkim przełomem w krakowskim malarstwie, znacząco przekształcając jego codzienną praktykę wykonawczą. Maciejewskiemu udało się połączenie dwóch nieledwie wykluczających się malarskich światów: secesji i koloryzmu. Secesja z zamkniętą i fantazyjnie powyginaną linią i koloryzm z jego swobodnie kładzioną farbą, wieloma warstwami farb i niemożnością ostatecznego ukończenia obrazu spotykają się na płótnach Zbysława Maciejewskiego. Pojawienie się jego sztuki było wielkim przełomem w krakowskim malarstwie, znacząco przekształcając jego codzienną praktykę wykonawczą.

Krakowskie tradycje

Wczesne prace Darka Pali jeszcze z akademii są obrazem ścierania się wielu przeciwstawnych koncepcji, zarówno obrazu, jak i wykonawczej maniery, własnego stylu. Te wczesne obrazy są szarawe, miękkie i trochę jakby młodopolskie w kolorystycznym klimacie. Może trochę jak z Boznańskiej, Wojtkiewicza, Weissa. Wcale nie dziwi to zainteresowanie, w Krakowie jest ono bardziej zrozumiałe, niż gdziekolwiek indziej, tu to ciążenie przeszłości jest czymś nad wyraz naturalnym. Może też była naturalna chęć spróbowania różnych tradycji, różnych warsztatowych rozwiązań, które tworzą malarski bagaż doświadczeń. W końcu studia mają być czasem prób, budowania własnego świata, wzbogacania go, określania jego granic i szukania charakteru własnego pisma. Wybieranie spośród wielu możliwych malarskich światów, powinno też dokonać się na studiach. Na jednym roku jeden styl i koloryt, na następnym już coś zupełnie innego, tak to często bywa i być może tak właśnie to może się odbywać. Wszak trzeba spróbować jak najwięcej, by wiedzieć co jest najlepsze.

Opowiadacz bajek

Wiele było tych możliwości, wiele malarskich ścieżek, którymi Darek Pala mógł powędrować. Ostatecznie wybrał wielobarwną dróżkę opowieści o ludziach w nieco bajkowej i mocno stylizowanej wersji, o rodowodzie z młodopolskich obrazów. Może to trochę taki Wojtkiewicz na dzisiejszą modłę, a może żaden konkretny malarski pierwowzór, a raczej ogólny nastrój tamtych obrazów i artystycznych światów zabranych w nowe czasy, by było w tej wędrówce nieco raźniej. Jednak to, co odróżniało bardzo szybko jego obrazy, to kolorystyka, mocna, kontrastowa, wielobarwna. Opowiadając wciąż próbował malować obrazy i to było intrygujące. Nie zawsze przynosiło to dobre wyniki, nie wszystkie z tych płócien były idealne, o swoje walczyła chęć opowiadania historii i chęć malowania samodzielnych i samo wystarczających malarskich kompozycji.

Znać było na nich nawet ślady tych wahań, ślady wątpliwości i braku pewności. Błękity i czerwienie, żółcie i zielenie, spotykały się w gęstwinie stłoczonych ludzkich postaci i zwierząt. Pojawiały się tu jednocześnie kolory bardziej wyrafinowane, barwy nieoczywiste i subtelne, rozbielone żółcie, przetarte zielenie Veronesa, neapolitańskie [....] chłodne zielenie i czerwienie.

Paleta wzmacniała się w trakcie pracy nad kolejnymi kompozycjami. Bogactwo wynikające z malowania stawało bogactwem tych obrazów i to było bardzo wciągające. Pierwsze, nieco uproszczone rozwiązania komplikowały się, malowanie odbierało swoje zdobycze. Komplikowała się koronkowa struktura tych bajkowych opowieści, zagmatwane formy były bardzo wypracowane i delikatne. Często te najmniejsze formaty miały w sobie najwięcej z owego wyszukania, najwięcej subtelności. Większe kompozycje uderzały zaś bogactwem detali, ich dopracowaniem i różnorodnością, która była wręcz rozrzutna i nieumiarkowana.

Sztuka na rynku sztuki

Oczywiście stan ten nie trwał w nieskończoność. Malarz zyskiwał na popularności, rosła liczba zamówień, zwiększała się także ich skala. Kompozycje nadal były skomplikowane, ale traciły na bogactwie detali, ich skomplikowaniu i urodzie. Rynek zaczął się upominać o swoje prawa. Darek Pala zaczął malować także wielkie dekoracje ścienne. Robiły wrażenie swoją barwnością i zaskakującymi kształtami namalowanych postaci. Były bardzo żywiołowe, barwne. Zaskakiwały, bo nikt do tej pory nie malował tak dekoracyjnych kompozycji. Zdziwienie mieszało się z uznaniem widzów. Sukcesy były bardzo spektakularne.

Malarska warszawska kronika towarzyska

Największą popularnością cieszyły się kompozycje z postaciami. Mimo, że silnie stylizowane, to jednak były to wciąż ludzkie postaci. Swoje obrazy Darek Pala chętnie opatrywał długimi, narracyjnymi tytułami, a tytuły te wciągały do zastanawiania się nad wyobrażonymi scenami. Gmatwanina nieoczywistych kształtów stawała się bardzo prędko, pod wnikliwym spojrzeniem widzów, niemalże historią ich życia, albo bliskich znajomych. Zabawne obserwacje, jakieś knajpiane scenki zmieniały się w obrazach Darka Pali w ogólnoludzkie i uniwersalne opowieści o ludziach i o ludzkich ułomnościach, słabościach, głupotach. Pozerzy, chciwe kobiety wojujące przy kawiarnianych i klubowych stolikach o swoje życia, majątki, partnerów. Miałki świat rodem nieledwie z brukowców zajmuje przestrzeń malarską jego płócien.

Tak chyba musiał odreagować swoją przeprowadzkę do stolicy, niewątpliwie miasta innego niż Kraków. Różne światy, różne tych światów wyobrażenia. Mam wrażenie, że te sceny nigdy by nie powstały, gdyby malarz nie porzucił galicyjskiej stolicy. Ale w tym nie ma też nic dziwnego, bo zmiana miasta była zmianą daleko bardziej gwałtowną niż zazwyczaj sądzimy na temat różnic między Krakowem a Warszawą. Te miasta żyją w innym rytmie, inne w nich rządzą porządki, inne są też ambicje i wyobrażenia.

Gangsterscy herosi

Choć może trudno to sobie wyobrazić, ale wśród tych pogodnych kolorów Darek Pala czasami próbował również komentować bieżące wydarzenia polityczne. A to jest dość zaskakujące, bo w sposób niemalże ostentacyjny malarza polityka zupełnie nigdy nie interesowała. Jednak gdy premier kraju zostaje oskarżony o zdradę, to wtedy nawet Darek Pala nie pozostaje obojętny i uwiecznia ten fakt na obrazie, co było jednak czymś bardzo wyjątkowym. Częściej sięgał po tematykę gangsterską, łatwiejszą do przedstawienia i zarazem o wiele bardziej malowniczą. Faceci w ciemnych okularach przewijali się wielokrotnie przez jego płótna, zwiększając ich dramaturgię i potwierdzając poczucie humoru artysty.

Zmęczenie i przełom - Nowy warsztat malarski

Zmiana miasta dość szybko stała się dla malarza całkowitą zmianą w znacznie szerszym wymiarze. A potwierdzeniem tego będzie kolejna, jeszcze gwałtowniejsza zmiana, gdy całkowicie porzuci nasz kontynent i wybierze Amerykę, w której osiadł w 1998 roku. Zmiany były widoczne w obrazach, ale po przeniesieniu do Stanów bardzo zyskały na sile. Obrazy zmieniały się nieodwracalnie. Stawały się w warstwie kompozycyjnej prostsze, ale na komplikacji zyskiwała warstwa malarska, która grubiała i bogaciła się gwałtownie. Obrazy były przemalowywane wielokrotnie, ale to właściwie tym lepiej, bo nawet najprostsze kompozycje z wazonami czy martwe natury piętrzyły się od zgrubień faktury, od kolejnych zawirowań faktury, kolejnych przemalowań, kolejnych warstw i powierzchni, które komplikują malarską fakturę, wzbogacają obraz i czynią go czymś naprawdę niepodrabialnym. Specjalnie użyłem tego słowa, bo wielokrotnie widziałem malarskie próbny podrabiania stylu obrazów Darka Pali. Ten fakt nie budzi nawet specjalnego zdziwienia, bo to są obrazy, które budziły wielkie namiętności. Sam słyszałem o zamawianiu malarskich kopii. To właściwie całkiem zrozumiałe zjawisko, ale jednak nie zasługujące na pochwałę.

Wielu zdawało się, że ta malarska estetyka bardzo łatwo podda się skopiowaniu, jej elementy składowe z pewnością nie są zbyt trudne do wyliczenia. Jednocześnie nikomu się to nie powiodło, albo za dużo różowego, albo błękit zbyt prymitywny, albo kompozycje nazbyt cukierkowe. Pogodne zazwyczaj kompozycje Darka Pali podszyte są często grubą warstwą melancholii, szyderstwa, ironii lub niewiary w znaczenie i moc tego, co właśnie oczom widzów przedstawiają.

Malarska forma i kondycja ludzka

Jednocześnie Darek Pala jest artystą obdarzonym bardzo melancholijnym rodzajem spojrzenia. Wśród łatwo uchwytnej, na pierwszy rzut oka, barwności jego obrazów skrywana jest powaga dość sarkastycznego obserwatora, któremu wcale nie tak łatwo do śmiechu i poklepywania po ramieniu rzeczywistości, której w istocie wielokrotnie stawia poważne pytania. Zarazem pytaniom tym sam odbiera powagę, bo ich wielobarwność i malarskość sprawiają, że nie wydają się one aż tak poważne. To niczyja wina: my błędnie rozpoznajemy temat, a Darek Pala może bywa nazbyt kolorowy, gdy próbuje pokazywać rzeczy nieco poważniejsze.

To nie lada problem, bo zastanawianie się nad ludzką kondycją, a niewątpliwie wielokrotnie w jego obrazach mamy z tym do czynienia, w tak przyjemnych i barwnych obrazach może wywoływać konsternację, albo pytania o właściwy dobór malarskich środków wyrazu. Stąd być może łatwiejsze przesunięcie się artysty w stronę malarstwa czystszego, swobodniejszego i uwolnionego o przymusu tematu. Jednocześnie łatwo sobie zdać sprawę, że to właśnie kompozycje figuralne, czasem wręcz bardzo skomplikowane narracje, przyniosły artyście największą popularność i uznanie wśród widzów. Takie obrazy były najbardziej poszukiwane i najchętniej kupowane. Co za tym idzie, malarz musiał malując pamiętać o tych właśnie upodobaniach wielu admiratorów jego sztuki. Balansowanie pomiędzy oczekiwaniami a własnymi chęciami malarza, mam wrażenie, nie było zbyt trudne, bo malarzowi doskonale pomagała jego niezawodna intuicja, która do samego początku jest jego wielką i naturalną sojuszniczką w kolejnych artystycznych poszukiwaniach i decyzjach, których był zmuszony pojąć bardzo wiele. Decyzje te nie musiały mieć tak naprawdę charakteru decyzji, bo w znacznej mierze były wynikiem malarskiej ewolucji, a tylko z naturalnej potrzeby upraszczania nazywamy je decyzjami. Nader często sztuka dokonuje się poza naszą, czy artystów, świadomością i tak jest bardzo dobrze. Warto o tym zawsze pamiętać oglądając obrazy.

Intymność malowania

O ile początkowo sceny z ludźmi stanowiły przytłaczającą większość realizowanych prze Darka Palę tematów, o tyle z czasem na znaczeniu zyskuje martwa natura, a fakt ten wydaje się czymś zupełnie naturalnym. Wesoła i samotna młodość spędzana w klubach i dyskotekach przeminęła, rozpoczęły się czasy rodzinne, krąg tematów uległ więc przemianie. O ileż prościej rzucić na stół w pracowni ananasy, arbuzy i banany, niż posadzić przy nim grupę ludzi i nakłonić do dramatycznej konwersacji. To przesunięcie zainteresowania z ludzi na przedmioty wymusza na tych obrazach większą malarską uwagę, większe dopracowanie i większe fakturalne zróżnicowania. Zwycięża malowanie, a nie opowiadanie historii. I paradoksalnie w ten sposób malarz wraca do swoich początków, do kolorystycznego myślenia o obrazie, o możliwościach jego ukończenia – namalowania. Owo malarskie rozstrzygnięcie jest czymś bardzo nowym i nieoczekiwanym, bo choć od dawna już zaczęła się taka właśnie malarska przemiana w sztuce Darka Pali, to zarazem jakoś trudno było przewidzieć, że tak stanie się w ostateczności. Bowiem owe narracyjne kompozycje, które najczęściej dotąd malował zupełnie tego nie zapowiadały.

Miniaturowe arcydzieło

Jednak o możliwości takiej ewolucji mogli przekonać się już oglądający jego wystawę w Galerii Art w 1998 roku zatytułowaną „Pala Adieu”. Prawdziwą jej ozdobą był niewielki obrazek „Martwa natura z cytryną” (24x24cm). Na białym talerzyku, wśród wielu odcieni czerwieni tła, świeci mocna plama żółci, skontrastowana zwisającymi z góry trzema granatowymi liśćmi. Chłodna gama tego obrazu jest bardzo wysmakowana i budzi prawdziwe uznanie, dając wyjątkową estetyczną satysfakcję. W moim odczuciu to jeden z piękniejszych i najbardziej „trafionych” jego obrazów. Może prawdą jest, że nieco łatwiej jest stworzyć dzieło doskonałe małego formatu, bo unika się komplikacji kompozycyjnych i wielu innych pułapek. Zarazem niewielkie pozostaje pole manewru, niewiele miejsca na gry czy ozdobniki. Niczego z tego nie ma też w tym obrazie. Gesty są pewne, śmiałe, a efekt całości znakomity.

Dzika geometria Dzikie pasiaki

Tę zmianę malarską poprzedził okres malowanych pasiakowych, wielobarwnych ręczników. Otóż w scenach dla Darka Pali bardzo typowych, rozgrywających się na plaży lub na brzegu basenu pojawiły się owe ręczniki. Zazwyczaj w bardzo zdecydowanych, podstawowych, kontrastowych barwach, czerwono –niebieskie, najczęściej jako tło miały żółć lub jasny?, umowność plaży czy wody w basenie. Zadziwiała niemalże fowistyczna (francuskie fauves, znaczy tyle co dzicy) gwałtowność tych kolorystycznych zestawień, ich prymitywność miała w sobie sporą moc. Było w nich taż coś z abstrakcji. Te pasy z ręczników były mocne i zaskakujące. Były próbą zerwania z ornamentalnością wielu poprzednich jego obrazów i skierowania się ku formom czystszym, prostszym i bardziej wyrazistym. Już w momencie pojawienia się wywierały spore wrażenie, które teraz jeszcze może zyskiwać na sile, bo z nich, jak sądzę, wynikały kolejne przemiany, kolejne poszukiwania artysty i kolejne, nowe koncepcje obrazów. Rozwiną się one w przyszłości, ale właśnie gdzieś wśród owych pasków miały swój początek.

Abstrakcyjny excurse i nowe mozliwości

Martwa natura zawsze była wyzwaniem dla malarza. Pozornie najprostsza, bo przedstawia materię nieożywioną, zarazem wymusza na poważnym malarzu ważne malarskie rozstrzygnięcia. W taki sposób myśleli o martwych naturach koloryści. W martwej naturze najwięcej jest też swobody, najwięcej samego malowania. Tym właśnie stały się obrazy pokazane na wystawie „Akwaria” z 2002 roku. Ich temat był zupełnie pretekstowy w charakterze, bo owe akwaria i to wszystko co mogło się w nich znaleźć, posłużyły do namalowania niemalże kompletnie abstrakcyjnych obrazów. Formy zostały w nich tak przemienione i przepracowane, że bardzo trudno je zidentyfikować, ale to właśnie tak miało być. Tematem stawała się ich bogata materia malarska. Paradoksem była ciepła, w przeważającej mierze, kolorystyka tych obrazów. Naturalnym biegiem skojarzeń myślelibyśmy o chłodnych błękitach i bielach, a takich obrazów było najmniej, przewagę zdobyły kompozycje w nasyconych czerwieniach i żółciach.

Często słyszę zarzut, że obrazy Darka Pali się nie zmieniają. Przyznaję, że to jeden z najbardziej dziwaczny zarzutów jakie można temu malarzowi postawić. Przemiany jego twórczości są być może mało dramatyczne, ale za to nieprzerwane. Co więcej, robią wrażenie niepohamowanego doskonalenia, oczyszczania, sublimowania i zwiększania czysto malarskich umiejętności.