Łukasz Radwan - Emocionalny Spacer- 2017

Emocjonalny Spacer


Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem dzieła Darka Pali poczułem, że mam do czynienia z czymś paleontologiczne pierwotnym, absolutnie autentycznym. Porównałem wtedy tego artystę do praczłowieka, który posiadł niezwykłe umięjętności warsztatowe tworząc murale przemawiające do nas od stu tysięcy lat w kompletnej ciszy minionego czasu, ale równocześnie głośno i wyraziście.


Pala w swojej przestrzeni artystycznej używa prostych form wyrazu niczym człowiek pierwotny.

Jego przestrzeń-obszar to obiekty malarskie, grafika, rzeźba, fotografia, instalacje. Jest artystą, który bez względu na konsekwencje nawet za cenę braku zrozumienia wyraża swój własny wewnętrzny świat, a nie najnowsze trendy artystyczne. Nie jest malarzem, rzeźbiarzem czy performerem jest po prostu artystą pierwotnym. Dlatego kiedy obserwuję jego dorobek nie mogę wyjść z podziwu- czy to jeden człowiek mógł stworzyć tak różnorodne dzieła. Ale przecież taki był Picasso - nad jaskiniowcem.


Gdy w latach 90-tych Pala odniósł sukces rynkowy w Polsce jako artysta, postanowił zmienić klimat i przenieść się na słoneczną Florydę. Malował wtedy obrazy będące niemal ideałem stojącym jak Konstantynopol pomiędzy wschodem, a zachodem. Jest tam ukryty mistycyzm wschodu, są echa nowoczesności jak u Nowosielskiego, czy filary Koptyjskiego, starożytnego i pełnego tajemnic malarstwa. Obrazy Darka Pali z tamtego okresu to coś jak Basquiat i dwa tysiące lat śródziemnomorskiej nowożytnej cywilizacji. Mówiąc krótko amerykanie podziwiając z pozoru dzikie, ale namalowane z kunsztem pierwszorzędnej ręki, oka i głowy obraz- nie raz pytali artystę czy pochodzi z Ameryki Południowej.


Fascynujące dla mnie są na przykład zeszyty / notesy malarskie, które pełnią podobną rolę co: „Dzienniki” dla Józefa Czapskiego, czy „Zielnik” dla Stanisława Wyspiańskiego, nie wspominając o „Okropieństwach wojny” Francisco Goyi. Darka notesy to kilkadziesiąt dużych zeszytów „pisanych” od lat 90-tych opatrzonych często jedno zdaniowymi komentarzami, które zawierają przemyślenia artysty zgodnie z zasadą L.Wittgensteina, że w każdym zdaniu staram się wyrażać wszystko, a to czego się nie da opowiedzieć da się na pewno zobrazować.


W końcu więc w glorii sukcesu ( jego obrazy ma Sophia Loren ) zamiast odcinać kupony, Darek postanowił po jednej dekadzie powrócić nad Wisłę dokładnie na Powiśle. To też nie przypadek bo właśnie w rzece znalazł swoją głęboką inspirację, a że w rzece odbija się cały świat to zapewne będzie to długi, cierpliwy i niepokojąco piękny cykl, który jak wir wciągnie widza by mógł przypomnieć sobie to co zdążył stracić.


Ostatnie obrazy są również nie do zaszufladkowania. To obiekty przestrzenne, których konstrukcja wykonana jest z  małych deseczek ale właśnie prawdziwemu artyście wystarczy kawałek kopcia wyciągniętego z gazówki, żeby stworzył w kilka sekund dzieło warte miliony. Darkowi, żeby stworzyć obiekt rzeźbiarski wystarczy impulsywny, emocjonalny spacer nad brzegiem Wisły. Tworzywem Darka obiektów rzeźbiarskich stają się kawałki niejednokrotnie zardzewiałych prętów czy blach wyrzuconych przez rzekę.


Dodatkowe emocje związane z rzeźbami Darka pojawiły się, podczas ich oglądania w pracowni artysty kiedy rzucały na ścianę niezwykłe cienie. Odkryłem, że to ich integralna część nie wiem czy zamierzona. Od razu przypomniałem sobie „Czarnoksiężnika z Archipelagu” Ursuli le Guin, którego gonił Cień tak długo dopóki bohater go nie dogonił i nie ujarzmił. Pala swoim rzeźbom dał duszę,  zakuł i zaklął w z pozoru nie przydatnych nikomu kawałkach niegdyś lśniącej blachy, która staje się rzeźbą.


Moje pragnienie, potrzeba obcowania ze sztuką sprawia, że chciałbym mieć u siebie w domu wszystkie ”formy” jakimi karmi nas Darek Pala.